Mateusz Ziobro uczy się w trzeciej klasie I LO w Elblągu na profilu biologiczno-chemicznym. Michał Romanowski jest jego rówieśnikiem, uczniem Zespołu Szkół Techniczno-Informatycznych na kierunku technik elektryk. Łączy ich nietypowe hobby. Zamiast poświęcać czas grom komputerowym, wolą sprawdzać, czy miejska infrastruktura działa jak należy. Są pasjonatami transportu publicznego, wind i... sprawnego miasta.
Rafał Narnicki: Chodzicie do dwóch różnych szkół. Znaliście się wcześniej, czy połączyła was pasja?
Mateusz: Poznaliśmy się w dość ciekawych okolicznościach. Obaj prowadzimy kanały na YouTube – „Elbląski Pasjonat Kolei i Wind” oraz „Mati08”. Nagrywaliśmy filmy o podobnej tematyce: pociągi, windy, technika. Trafiliśmy na siebie w sieci, zaczęliśmy wymieniać komentarze, aż w końcu umówiliśmy się na spotkanie w plenerze – przy browarze, na przejeździe kolejowym.
Na czym dokładnie polega wasza działalność w „realu”?
Michał: Moją pasją jest sygnalizacja świetlna, kolej, windy i szeroko pojęta technika miejska. Na co dzień zajmujemy się z Mateuszem wyłapywaniem usterek w przestrzeni publicznej. Jeśli widzimy niesprawny sygnalizator, niedziałającą latarnię, rozbitą wiatę przystankową czy błędy w zapowiedziach głosowych w komunikacji – reagujemy. Piszemy pisma i zgłoszenia do odpowiednich instytucji, na przykład do Departamentu Zarządu Dróg albo do Miejskiego Centrum Zarządzania Kryzysowego. Nie chodzi tylko o wytykanie błędów, ale też o propozycje zmian w komunikacji miejskiej, by działała sprawniej.
To bardzo dojrzała postawa obywatelska, ale też dość oryginalne hobby jak na nastolatków. Jak reagują na to wasi rówieśnicy i bliscy?
Michał: Reakcje są mieszane. W rodzinie nie spotykam się z negatywnymi opiniami, raczej ze zrozumieniem. Wśród rówieśników bywa różnie – niektórzy się śmieją. Trudno mi zrozumieć, co śmiesznego jest w tym, że chcę, aby infrastruktura w moim mieście działała poprawnie. Na szczęście większość znajomych przyznaje, że „robię dobrą robotę”. Wychodzę z założenia, że jeżeli chcemy zmian, musimy sami zacząć działać.
Mateusz: Reakcje zależą od pokolenia. Inni pasjonaci reagują oczywiście pozytywnie. Jeśli chodzi o starsze osoby – na przykład rodziców czy dziadków – bywa różnie. Czasem pokutuje u nas jeszcze relikt z czasów PRL-u, że zgłaszanie nieprawidłowości służbom to „donoszenie”, które nie jest społecznie akceptowane. Moi dziadkowie na szczęście uważają, że to, co robię, jest słuszne. Przecież nikomu nie jest do śmiechu, gdy autobus ucieka nam sprzed nosa, bo odjechał 3 minuty przed czasem.
Skoro już jesteśmy przy autobusach – pasjonujecie się transportem. Czy zauważacie jakieś różnice między polskimi pasażerami a tymi z innych krajów Europy?
Mateusz: Miałem okazję jeździć komunikacją w Berlinie, Budapeszcie i Pradze. Technicznie jest podobnie jak u nas, ale różnicę słychać. Polacy wydają się być dużo głośniejsi. Mój pierwszy samotny wyjazd zagraniczny był do Berlina i byłem w szoku, że prawie nie słyszałem tam rozmów, nawet w języku niemieckim. My zdecydowanie więcej „gadamy”.
A jak oceniacie elbląski transport? Jest bezpieczny?
Mateusz: Tak. Mamy sporo zarzutów co do funkcjonowania transportu w Elblągu, ale akurat na bezpieczeństwo narzekać nie można.
Czy w Elblągu jest więcej takich zapaleńców?
Mateusz: Wydaje się, że jest nas mało, ale gdy spojrzeć szerzej, to w Elblągu mamy całkiem sporą grupę miłośników kolejnictwa czy komunikacji miejskiej.
Myśleliście o sformalizowaniu waszych działań? Może jakieś stowarzyszenie, żeby łatwiej było jednoczyć ludzi o podobnych zainteresowaniach?
Michał: Myślimy o tym od jakiegoś czasu. Główny problem polega na tym, że żaden z nas nie jest jeszcze pełnoletni, co blokuje nam drogę do założenia stowarzyszenia. Na razie działamy jako grupy nieformalne. Kontaktujemy się przez Messengera czy Telegrama. Czekamy, aż któryś z nas skończy 18 lat – wtedy ruszymy z tematem.
Na koniec – za co lubicie Elbląg, a czego wam tu brakuje?
Mateusz: Ja jestem typem wielkomiejskim, ale to, że Elbląg jest kompaktowy, uważam za duży plus. Wszędzie da się w miarę szybko dojść na piechotę. Czego brakuje? Lepszych połączeń kolejowych. Żeby gdziekolwiek dalej dojechać, trzeba się przesiadać w Malborku albo w Tczewie. Bezpośrednio dojedziemy w zasadzie tylko do Olsztyna, Białegostoku, Gdańska czy Szczecina.
Michał: Mnie podoba się kameralność Elbląga, to, że jest tu bezpiecznie i mamy ciekawą historię. Jednak bliskość Gdańska jest błogosławieństwem i przekleństwem jednocześnie. Trójmiasto „zabiera” nam wiele wydarzeń, koncertów i imprez kulturalnych. Przez to Elbląg traci na atrakcyjności w oczach młodych ludzi. No i, wracając do naszej pasji, brakuje nam bardziej rozbudowanej sieci komunikacji miejskiej.
Fot. Rafał Narnicki
Tekst ukazał się w „Pozarządowcu” nr 4(202)/2025