Roman Virich, uczeń elbląskiego liceum i młody wolontariusz z Ukrainy, od początku swojego pobytu w Polsce angażuje się w działania społeczne, wspierając zarówno rodaków, jak i lokalną społeczność. Opowiedział nam, jak łączy pasję, naukę i wolontariat oraz jakie przesłanie kieruje do młodych ludzi, którzy wciąż wahają się, czy warto działać dla innych.
- Jak zaczęła się Twoja przygoda z wolontariatem? Co skłoniło Cię do zaangażowania się w pomoc innym?
- Kiedy już mieszkałem w Elblągu, zobaczyłem w ukraińskiej telewizji materiał o dzieciach i nastolatkach-wolontariuszach. Bardzo mnie to zainspirowało i poczułem, że chcę pomagać rodakom, nawet będąc za granicą. Wiedziałem, że w mojej szkole działa koło wolontariatu. Poszedłem więc do pani koordynatorki z pomysłem na akcję wsparcia Ukraińców. Zostałem zaproszony do grupy i od razu się zgodziłem.
- W których akcjach wolontariackich uczestniczysz najchętniej i dlaczego?
- Chyba nie zdziwi nikogo to, że wszystkie akcje dla mnie są równie ważne, ale najbardziej bliska mi była akcja zbiórki pomocy humanitarnej dla powodzian. W Ukrainie w jednym z regionów też doszło kiedyś do powodzi, ponieważ Rosjanie zniszczyli ogromny zbiornik wodny.
- Mówiłeś, że mieszkańcy Elbląga są bardzo życzliwi. Czy od początku czułeś się tu mile widziany?
- O tak! Wszystkie moje pierwsze znajomości zaczynały się bardzo dobrze i miło – zarówno w Elblągu, jak i w Gdańsku, gdzie mieszkaliśmy z rodziną przez pierwsze 2 miesiące.
- Czy wiążesz swoją przyszłość z Elblągiem?
- Najbliższą przyszłość, około czterech następnych lat, oczywiście będę stale w Elblągu – przynajmniej taki jest plan, bez uwzględnienia nieoczekiwanych i niezależnych ode mnie sytuacji. Do końca liceum, a jednocześnie do 18. roku życia na pewno będę mieszkał z rodziną.
- Jak rodzina zareagowała na Twoje osiągnięcia w wolontariacie?
- Jeśli chodzi o reakcję moich najbliższych, była oczywiście pozytywna i bardzo wspierająca.
- Co byś powiedział innym młodym osobom z niepełnosprawnością, które czują się przez nią ograniczone?
- Powiedziałbym tak: słuchaj, trzymaj nos do góry i rób maksymalnie to, co możesz i co sprawia ci przyjemność – na pewno poczujesz się lepiej. Staraj się dawać z siebie więcej, niż myślisz, że możesz, ponieważ jesteś o wiele bardziej sprawny, niż może ci się wydawać. W wielu rzeczach będziesz na pewno lepszy od zdrowej osoby.
- Trenujesz hokej i interesujesz się piłką nożną. Udaje Ci się łączyć sport z nauką i wolontariatem?
- Tak, to bardzo łatwe. Hokej mam przez 1,5 godziny w każdy wtorek i czwartek o 20. Wolontariatem często zajmuję się przed lekcjami – na przykład przychodzę do szkoły na 7, kiedy potrzebna jest pomoc. W ciągu dnia odbywają się też różne wydarzenia miejskie i szkolne, a treningi hokeja mam dopiero wieczorem. Na naukę poświęcam większość czasu. Z pewnością mam go wystarczająco dużo na wszystko.
- Jakie jest Twoje przesłanie dla młodych ludzi, którzy zastanawiają się, czy warto pomagać?
- Oczywiście, jak najbardziej warto pomagać i bardzo zachęcam wszystkich, jak tylko się da, ale musi to być dobrowolne. Pomaganie daje ogromną ekscytację, ale nie można oczekiwać, że ktoś obowiązkowo się za to odwdzięczy. To ma być dobrowolne i nie można myśleć tylko o korzyściach dla siebie. I musi ci się to podobać – jeśli nie, nie musisz tego robić.
Rozmawiał Dawid Pawłowski
Tekst ukazał się w Pozarządowcu nr 4/2025