Czcionka:
Kontrast:
Kozia pasja i życie społecznej liderki
data dodania: 02.03.2026
Kozia pasja i życie społecznej liderki

Agnieszka Gortat porzuciła łódzkie przedszkole dla starego domu na Warmii, gdzie od dekady łączy trud hodowli kóz z animacją lokalnej społeczności. Jako radna i prezeska Fundacji „Działamy dla Warmii” udowadnia, że świeże spojrzenie „przyjezdnych” może stać się kołem zamachowym dla tradycji i integracji regionu.

- Kiedy rozmawiamy o fundacji i kultywowaniu tradycji, mam wrażenie, jakbym rozmawiała z rodowitą Warmiaczką…
- Cieszę się, ale urodziłam się i przez większość życia mieszkałam w Łodzi, gdzie przez 26 lat pracowałam jako nauczycielka. Decyzję o przeprowadzce na wieś podjęliśmy wspólnie z mężem i dziećmi. Szukaliśmy miejsca w północnej Polsce i latem 2014 roku trafiliśmy do Glebisk. O kupieniu tego konkretnego gospodarstwa zadecydowało sąsiedztwo Macierzankowego Wzgórza. Miejsce nas urzekło, mimo że dom od lat był niezamieszkały.

- I tak z dnia na dzień zostali Państwo rolnikami?
- Właściwie od razu hodowcami kóz! Mąż zarezerwował zwierzęta jeszcze w Łodzi. Choć jako dziecko uwielbiałam wieś i pracę w ziemi, o kozach nie wiedziałam nic. Na początku kupiliśmy trzy kozy i koziołka. Sprzedawca zapewniał, że jedna z nich, Sonia, wkrótce będzie miała młode. Okazało się, że była już wiekowa — dziś rozpoznaję to po uzębieniu, ale wtedy to była dla nas nowość. Mieliśmy jeszcze Pelę, Melę i koziołka Felka. Początkowo mleko było u nas „na przydział”, bo dawała je tylko Mela, ale jego wyjątkowy, słodki smak nas zachwycił. Te pierwsze kozy chodziły za nami po gospodarstwie jak pieski. Zjadały wszystko, co napotkały, bo nie mieliśmy jeszcze wtedy żadnych upraw.

- Z czasem stado się powiększyło. Jak radzili sobie Państwo z nadmiarem mleka?
- Kozy szybko zaczęły się rozmnażać. Wszystkiego uczyłam się z forów internetowych, chcąc zapewnić zwierzętom jak najlepsze warunki. Niezapomnianym doświadczeniem był „kozi cud narodzin” - sama musiałam odebrać pierwszy poród, przekręcając koźlaka w łonie matki. Wieczorami całą rodziną kładliśmy się w koziarni na sianie, a młode skakały nad nami. Nie mieliśmy telewizora i do dziś go nie mamy. Z czasem zapisałam się na kursy serowarstwa w Siedlisku pod Lipami. Ukończyłam dwa stopnie szkolenia i zaczęłam robić sery dla nas, a później na sprzedaż. W tym czasie mąż zaczął pracować za granicą, więc właściwie sama prowadziłam gospodarstwo.

- Przez lata była Pani skupiona na pracy u siebie, aż pojawiła się polityka lokalna.
- Przez pierwsze 10 lat żyłam na moim „odludziu”, tworząc ogród permakulturowy i dokształcając się. W 2024 roku poproszono mnie, bym wystartowała do rady gminy Pieniężno. Większości mieszkańców zupełnie nie znałam, byłam „obca”. A jednak zagłosowali na mnie — może właśnie dlatego, że nie miałam lokalnych powiązań i zatargów. Odebrałam to jako ogromny kredyt zaufania i potrzebę zmian. Czuję to brzemię odpowiedzialności każdego dnia.

- W tym czasie założyła Pani też organizację pozarządową. Proszę o niej opowiedzieć.
- Fundacja „Działamy dla Warmii” ma wzmacniać społeczność, integrować mieszkańców i wspierać edukację na terenach wiejskich. Wykorzystujemy animację i edukację kulturalną. Jednym z naszych projektów były „Tabliczki dobrych intencji”. Uczestnicy nanosili techniką decoupage tradycyjne wzory, m.in. z czepców warmińskich, na drewniane tabliczki, które zawisły w przestrzeni miasta. Widok dumy na twarzach tych kobiet był bezcenny. Zrealizowaliśmy też grę terenową „Zabytki na Szlaku Świętej Warmii” we współpracy z przewodnikami i szkołami. Skupiamy się na wsiach, bo przez lata obserwowałam tam wykluczenie z kultury spowodowane brakiem komunikacji czy finansów. Tak powstały cykle warsztatów „Artystyczne Lato” i „Lato z Fundacją”. Intensywnie współpracujemy z samorządem, Stowarzyszeniem Przyjaciół Pieniężna i lokalnymi liderami.

- Nauczycielka, rolniczka, radna, prezeska… czy coś pominęłam?
- Również żona i mama. Od niedawna należę do Klubu Malarskiego ARTgrup, gdzie pod okiem Rity Wójcik oddaję się pasji malarskiej. To mój czas na wytchnienie. I jestem też aktorką! Należę do grupy teatralnej przy Klubie „50 plus” w Pieniężnie. Mamy już za sobą entuzjastycznie przyjęte przedstawienie, a wiosną planujemy kolejne, znacznie większe przedsięwzięcie.

- Czego życzyć tak zajętej osobie?
- Zdrowia, siły i niesłabnącej energii - od nich zależy wszystko. Żeby starczyło mi ich na działanie dla ludzi, fundację i rodzinę. No i spokoju oraz dobrych ludzi wokół, bo z nimi można zdziałać najwięcej.

Rozmawiała Alicja Dobrosielska

fot. archiwum prywatne

Tekst ukazał się w Pozarządowcu nr 5 (203) / 2025